Muzealna Izba Górnictwa Kruszcowego w Miedziance

 

Kolejna wycieczka w ramach wakacyjnych zajęć Chęcińskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku prowadząca do wsi Miedzianka, znajdującej się na Świętokrzyskim Szlaku Archeo-Geologicznym, dla Grupy Turystycznej odbyła się 22.09.2016 r. I choć pogoda w ostatnich dniach zaczęła wyraźnie przypominać początek jesieni, tym razem zrobiła 'studentowi' prezent w postaci słonecznego dnia.
 
Opiekunem grupy-starostą, jak na brać studencką przystało, jest Krysia Wilk - dobra i przewidująca organizatorka. Dzięki jej sprytowi grupa nie musiała kilkunasto kilometrowej trasy przemierzać pieszo (co wyraźnie ulżylo mojej niezbyt  jeszcze zdrowej nodze), bo skrzyknęła ludzi mobilnych, którzy w ramach wolnych miejsc w swoich samochodach zabrali całą prawie dwudziestoosobową gromadkę na zwiedzanie naszych świętokrzyskich, znajdujących się w stanie spoczynku, sztolni i miejsc wydobywania rud miedzi.
Rozliczne kopalnie na tym terenie pracowały już od XII/XIV wieku do połowy ubiegłego stulecia, przeżywając różne okresy swojej świetności, zgodnie z dziejami historycznymi kraju. Najczęściej przynosiły krociowe dochody prywatnym właścicielom terenów zasobnych w złoża. Zapiski historyczne mówią, że stanowiły również wyraźne zainteresowanie obcych amatorów biznesu, co odzwirciedla się w do dziś żyjących legendach. Nie sposób nie przytoczyć tu jednej z nich, mianowicie 'O Wojtku Miedziana Stopa'.
A oto ona:
Wojtek, miejscowy gwarek pracujący w kopalni na Ziemi Świętokrzyskiej, zakochał się w pięknej Zośce, córce wpływowego właściciela kopalni. Miał jednak pecha, bo kiedy całą swoją odwagę pracowitego i bogobojnego młodego górnika zebrał, by prosić o rękę wybranki, ojciec dziewczyny, widząc desperację chłopaka, postanowił zrobić na tym interes życia. Powiedział, że pozwoli na zaręczyny, jeśli ten przyniesie mu słusznego rozmiaru urobek z kopalni. Zakochany i zdolny górnik rzucił się do pracy, kopał i szukał pokaźnego złoża, aby spełnić obietnicę, zapominając o upływającym czasie. Trudno określić, jak długo rył korytarze przy pomocy ręcznych narzędzi, szukając obiecanego skarbu, dość na tym, że kiedy znalazł złoże wielkości  królewskiej, a może biskupiej komnaty i zadowolony udał się do przyszłego teścia, wybranka jego serca nie poznała go i uciekła. Zobaczyła bowiem  człeka z dlugą brodą i takimiż włosami, podpierajacego się na kiju, bo w zapamiętałej pracy stracił stopę, którą kowale zastąpili mu miedzianą protezą. Rozgoryczony Wojtek, ze złamanym sercem, wrócił do swojej kopalni.
A były to czasy historycznego potopu szwedzkiego, więc okupant zainteresował się słynącą z bogactwa i kopalnią w Miedziance, która nazwę swą zawdzięcza właśnie bogatym złożom miedzi. Kazał się zaprowadzić w miejsce skarbu, gdzie przewodnikiem mógł być tylko Wojtek, który znał tam drogę i miał władzę nad twardą skałą, używając dostępnych wówczas narzędzi i technologii.
Legenda kończy się wzmianką, że kiedy Szwedzi oślepieni wielkoscią, urokiem i bogactwem sztolni o szafirowo zielonych ścianach nie mogli ruszyć z miejsca z oslupienia, Wojtek, przemyślawszy wszystko wcześniej, wysadził kopalnię, doprowadzając do całkowitego zawalenia wraz z obcymi i sobą, by nie oddac w obce ręce rodzimego skarbu...  
Podobno po dziś dzień słychać stukanie w nieczynnych już od pół wieku korytarzach. To legendarny Wojtek przechadza się po swoich chodnikach w swojej kopalni...
Amatorów spotkania się z owym Wojtkiem, ciekawych przygód z dreszczykiem w ciemnych korytarzach opuszczonych kopalni, nie wyłączając grotołazów na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat nie brakowało. Pojawiały się glosy rozsądnych, mówiące o dewastacji i bezpowrotnych zniszczeniach śladów naszej, bądź co bądź, świetności związanej z przemysłem  wydobywczym. 
Lokalne władze, wrażliwe na uruchamianie czynników podwyższających standard turystycznego charakteru gminy, przyczyniły się do stworzenia przed kilkoma laty
       
MUZEALNEJ IZBY GÓRNICTWA KRUSZCOWEGO W MIEDZIANCE.
Kiedy znaleźliśmy się na terenie tego muzeum, powitał nas kustosz tego miejsca pan Bogdan Chabik, dawniej długoletni pracownik urzędów chęcińskich, zabiegający i włączający się w prace zmierzające do unowocześniania życia mieszkańców gminy, będący od roku opiekunem zasobów muzealnych.
Wiedza, jaką nam przekazał, przechodziła wszelkie oczekiwania słuchaczy, zasypujących prelegenta pytaniami. Wyraźnie widać było zaangażowanie pełne desperacji w pozyskiwaniu eksponatów związanych dziejami miejscowych kopalni nie tylko miedzi, ale gipsu, ołowiu i innych cennych złóż.
Izba mieści się w budynku niegdysiejszej szkoły górniczej, na dzień dzisiejszy przepełnionej różnorakimi eksponatami. 
Atmosferę górniczą podnosi ciekawie zrobiona makieta pracującego gwarka w orginalnym stroju z narzędziami w dłoniach i urządzeniem oświetlającym pracę pod ziemią.
Stoją tam też dostojnicy różnej rangi górnictwa w autentycznych uniformach, upamiętniających tradycję ciężkiej pracy górnika. Galowe mundury z wyszczególnionymi cechami za udziałem koloru, kroju, wyglądu nakrycia głowy i guzików. 
Wszystko to pan Bogdan gromadzi i eksponuje przy wydatnej pomocy rodzin, potomków pracujących tu dawniej górników.
Są też, od których nie łatwo oczu oderwać, takie sobie, zwykłe kamienie, ożywające pod wpływem komentarzy oprowadzającego grupę. Widać na nich wyrażnie odciski dawnej sprzed milionów lat przyrody, wskazującej na ciepły klimat tej części świata i istniejace tu morze, ciepłe, jak w zatokach tureckich.
Ileż naoglądaliśmy się szczątków małż, rozgwiazd, stawonogów, roślin wodnych. Aż wzbudzała się ochota, żeby tu wrócić i napawać wzrok tymi cudnościami.
Pomiaszczenie, jak na muzeum, nie największe, ale bardzo starannie i pomysłowo zagospodarowywane, by znaleźć miejsce na eksponaty związane z pracą, z umundurowaniem, z urobkiem, ale i wypoczynkiem z zachowaniem tradycji. 
Gabloty pełne znakomitych zbiorów przeróżnych złóż, półki wszelakich przedmiotów użytku codziennego i odświętnego, skrzynie z materiałami wybuchowymi i elementami różnorakiej technologii, wykorzystywanej w pracy pod ziemią.
Nie mogło zabraknąć postaci smutnego Wojtka, ilustracji różnych sytuacji i zdjęć, tablic pamiątkowych i rycin, mówiących o specyfice regionu.
W ramach tematyki stroju górniczego glądaliśmy manekin przedstawiający dyrektora kopalni, ubrany w autentyczny strój ze wszelkimi szczegółami, tylko że bez butów. I tu kostosz obiecał, że buty też będą, bo pertraktacje są już w toku. 
Jest to wyrażną ilustracją zaangażowania i wkładania serca w to, co się robi. Dzięki takim ludziom świat zaklęty w nieczynnych kopalniach naszego regionu nie ulegnie zapomnieniu.
Po opuszczeniu budynku grupa z ulubioną przewodniczką z Centrum Informacji Turystycznej w Niemczówce udała się w stronę miejscowych kamieniołomów, upajając się lekją geologii. Zwrócono nam uwagę na głębokie złoża żółciutkiego piasku, który powstał na skutek ścierania się sąsiadujących płyt w ruchach tektonicznych... 
Czego to się człowiek jeszcze nie nauczy na tym uniwersytecie!?
Pełni wrażeń i zadowoleni wróciliśmy na teren muzeum. 
A na pożegnanie uczestnicy wycieczki zaprosili pracowników na krótki piknik, dzieląc się tym, co przynieśli do zjedzenia, korzystając ze słonecznej pogody oraz życząc wytrwałości i pomysłowości w wzbogacaniu eksponatów muzealnych dla dobra gminy, jej mieszkańców i tej ziemi.
Z pozdrowieniami studentka Elżbieta Dudek-Nicewiczówna
Chęciny, dnia 24.09.2016 r.
wycieczka, prowadzący: Joanna Gruszczyńska