Jaskinia Piekło i kamieniołom zachodni

Wycieczka: Jaskinia Piekło i kamieniołom zachodni w rezerwacie Góra Zelejowa

Prowadząca Joanna Gruszczyńska- dnia 25.08.2016 r.

- notatka studencka

Wyprawa do Piekła

Duma mnie rozpiera i radość zarazem, kiedy pomyślę, że znów znalazłam się w gronie STUDENTÓW. Tym razem w  jesieni życia stanął na mojej drodze życiowej Uniwersytet! I nic nie szkodzi, że Trzeciego Wieku!  Moje dawniej ulubione, a dziś, którego jestem od niedawna mieszkańcem miasto Chęciny, dołączyło do grona miast uniwersyteckich - to zaszczyt być mieszkańcem takiego grodu. A radość? Widzę, że uczestnicząc pilnie w zajęciach mam szansę jeszcze się czegoś nauczyć, spojrzeć z dużym pożytkiem na znane - oczami profesjonalnego edukatora, przeżyć radość ze wspólnego spędzenia czasu z ludźmi ciekawymi świata.

Kolejna wycieczka w ramach zajęć Grupy Turystycznej prowadziła do Piekła, mam nadzieję, że w planie znajdzie się i Raj - oczywiście mówię tu o naszych przeuroczych i rozlicznych jaskiniach.

 Na wstępie pieszego rajdu sympatyczna Asia - przewodnik, zatroszczyła się o nasze nakrycia głowy, jedzenie i picie oraz tempo marszu, bo pogoda słoneczna, marsz kilkugodzinny i różnorodność kondycji uczestników.

Nagle ktoś uprzejmie zapytał, czy mamy Ranigast, bo będzie piekło! Skwitowano to gromkim śmiechem, bo wszyscy wiedzieli, o co chodzi.

Cały spacer miał charakter ścieżki edukacyjnej, dzięki bogatym komentarzom wspaniale przygotowanej przewodniczki. Był czas na oddech, na podziwianie urokliwej świętokrzyskiej natury i wchłanianie wiedzy o trzecio i czwartorzędach, kosmicznych wycieczkach w przeszłość, kiedy to formowała się oglądana rzeczywistość.

A Piekło – jaskinia? Żyje sobie w głębi lasu, samotnie, bez ochrony i zabezpieczenia przed ciekawskimi ignorantami, kolekcjonerami jaskiniowych pereł, których nie da się w pełnej ich krasie donieść do domu, nie bacząc, że ich dom jest tu w zacienieniu i wilgoci, na stropach jaskini, ciesząc oko. Widać miejscami wyraźnie niefrasobliwość niektórych gości tego zakątka, bez świadomości ile milionów lat upłynąć musiało, zanim ta osadowość perłą się stała…

Były też i niespodzianki przyrodnicze: można było z bliska obejrzeć wyniki utylizacji paskudnego zioła zwanego Barszcz Sosnowskiego.

Pełni wrażeń, z głową nabitą wiedzą o kopalinach i ciekawych złożach, trochę zmęczeni, ale z nadzieją przeżywania następnych wycieczek wróciłyśmy - bo byłyśmy same 'baby' - do miasta i swoich domów.

Elżbieta Dudek-Nicewiczówna