Wydarzenie integracyjne: Przedszkole Samorządowe, Klub Seniora i ChUTW
- refleksje studenckie; 14.12.2016r.
Stowarzyszenie Chęciński Uniwersytet Trzeciego Wieku w ramach działań integracyjnych wraz z członkami miejscowego Klubu Seniora wziął udział w przygotowywanym przez Przedszkole Samorządowe spektaklu jasełkowym w Chęcinach.
Głównymi aktorami były dzieci, wcielające się w role aniołków, wiejskich dzieci, a nawet odzwierciedlały członków społeczności ówczesnego Betlejem, która nie znalazła miejsca dla zdrożonych wędrowców, tu - Józefa i brzemiennej Maryi. Seniorzy przejęli role dorosłych w tymże scenariuszu, kreując narratorów, pastuszków, trzech króli i chór śpiewający kolędy, precyzyjnie dobrane przez reżysera w osobie nauczyciela przedszkola.
Wiadomość, że jest taka potrzeba, dotarła do nas dość późno, bo na tydzień przed spektaklem, co przysporzyło nam, biorącym udział w przygotowywaniu przedszkolnego teatru, niemałych kłopotów organizacyjnych i frustracji. Brak dostatecznie długiego czasu na przygotowanie, trudności w przestawieniu się w całkiem inne role niż w ostatnich latach nas interesowały, pokonywanie własnych oporów, nie zdołały jednak przesłonić odpowiedzialności, jaka na każdym z nas zaciążyła. Niby nic takiego, a jaką to ma wagę dla wizerunku tak młodego jeszcze Uniwersytetu na tle ogólnego życia gminy.
Pomysł się zrodził na naszym uroczym spotkaniu andrzejkowym, kiedy to padła informacja, a zarazem propozycja, wsparcia organizatorów przedstawienia w dziedzinie obsadzenia niektórych ról ludźmi dorosłymi. Kilka osób (i ja także, bardziej dla zachęty, niż dla zaznaczenia wielkich możliwości aktorskich) zgłosiło chęć wspólnego tworzenia spektaklu o dobrze nam znanej tematyce. Na kilka dni przed spektaklem, zaistniała rzeczywista potrzeba, by seniorzy, zarówno z Klubu jak i z Uniwersytetu, włączyli się dla uzupełnienia obsady przedstawienia.
I zaczęło się! Jedna, druga próba, nauka tekstów, pobudzanie wyobraźni w tworzeniu końcowego obrazu niełatwej pracy z dziećmi w integracji z dorosłymi, zmierzającej do stworzenia czegoś, czym można by się bez żenady pochwalić przed widzami.
Pojęcia nie miałam, choć praca z małymi dziećmi nie jest mi obca, że występujące większe i mniejsze trudności w pracy nad przygotowywaniem przedszkolnego przedstawienia, może mi tak zakłócić spokój, zresztą w tych odczuciach nie byłam odosobniona. I, nie wchodząc w szczegóły, w noc przed przedstawieniem, w półśnie (ze zdziwieniem dla siebie) wymieniałam dni tygodnia: poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek … i tak dalej, oczywiście bez środy, bo we środę miały się odbyć Jasełka w hali…!
Nic to! Ma być przecież jeszcze ostateczna próba przed samym spektaklem, więc wszystko się uładzi - tam w pełnej scenerii, ze wszystkimi dekoracjami, z oznaczonym miejscem, w tych wszystkich szczegółach. Ale, po taj ostatecznej próbie, tylko dzieci były spokojne, wyluzowane jakby w swoim żywiole.
Seniorzy, w tym i ja również, każdy na swój sposób, w skupieniu wykorzystywali ostatnie 35 minut przed godziną zero… Niepokój wyraźnie wisiał w powietrzu, nie łagodząc odczucia tremy. W całej rozciągłości podzielałam ten nastrój, nie mając pomysłu na jego zminimalizowanie. Niestety środa w kalendarzu występuje, czas zaczynać, godzina wybiła!!
Nie uciekniesz pastuszku od swojej biblijnej roli…!
Punktualnie o godzinie 17.00 zaległa cisza (choć wcześniej i tak miałem watę w uszach) i …
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – wszystko idzie jak z płatka! Dzieci grzeczne, wszyscy wiedzą, gdzie ich miejsce i kwestie, choć dla nas dorosłych niechodzących do przedszkola, bez codziennych prób, wcale to nie było takie proste.
Za pojawienie się nadzwyczajnej i niezbędnej atmosfery wśród zestresowanych dużych aktorów, innego wytłumaczenia nie widzę, jak tylko udział mocy Ducha Świętego!...
I cóż się dziwić, przecież to przedstawienie żywcem z Biblii wyjęte.
A ja w tym miejscu składam wielkie gratulacje nauczycielce za jej cierpliwość i wiarę w nas, byśmy nie myśleli, że wszystko już za nami, podziwiam dzieci za ich dorosłość i swadę w wykonywaniu zadania - tak trudnego dla nas, dziękuję koleżankom i kolegom, którzy nie stchórzyli, jak to innym się zdarzyło i wspólnie udało nam się doprowadzić dzieło do końca.
Elżbieta Dudek-Nicewiczówna


