Wycieczka – przewodnik Andrzej Kadłubek, dnia 8.09.2016 r.
– notatka studencka
Wycieczka dla mnie rozpoczęła się o 9. z minutami już w autobusie linii 31, wiozącym nas do Chęcin. Nas, bo znowu udało mi się odrobić 'pracę domową', czyli zwerbować uczestników spoza Grupy Turystycznej z myślą dokooptowania w przyszłości do grupy studentów - taka swoista reklama nowego przedsięwzięcia naszego miasta...
Na wycieczkę ze mną zabrali się młodzi ludzie pochodzenia holenderskiego.
Mimo krótkiej odległości nie sposób było nie zauważyć podróżnego o miłej aparycji, wyróżniającego się posługiwaniem piękną polszczyzną (prof. Miodek byłby zadowolony!). Rozmarzyłam się... Gdyby takiego mieć przewodnika... Gdy wzrok mój powędrował na znajdujący się obok czerwony plecak - czas było opuścić pojazd.
Wszystkie nasze wycieczki zaczynają się w Niemczówce, siedzibie miejscowego Centrum Informacji Turystycznej i Historycznej Gminy Chęciny. Jakież było moje zdziwienie, gdy w osobie przewodnika, Pana Andrzeja Kadłubka, rozpoznałam tegoż 'nadającego się' podróżnego. Wykrzyknęło mi się: wyczarowałam sobie PRZEWODNIKA!
I nie myliłam się. Cała wycieczka była ucztą dla ducha i umysłu: co za wiedza i umiejętność jej przekazania, jaka swada wiązania faktów historycznych z humorem, pleneru miasta z obyczajami mieszkańców tych sprzed lat i współczesnych. Aż żal, że się nie miało takiego nauczyciela historii za czasów szkolnych... Ale, może jeszcze jest jakaś szansa nadrobienia tej straty, może Rektor i odnośne Władze naszej uczelni coś wymyślą, w konsekwencji czego będzie więcej takich ciekawych i pożytecznych spotkań, może powstanie jakaś sekcja dziejów miasta i - okazuje się - nie małej okolicy, patrząc okiem historyka.
Grupa z przewodnikiem spacerkiem, bo trudno iść szybko cały czas opowiadając i pokazując przeciekawe miejsca naszego grodu, podążała aleją królewską z ustawionymi co parę kroków drewnianymi figurami władców i osób wybitnie zasłużonych w budowanie historycznego wizerunku miasta i regionu. Z przyjemnością zatrzymywaliśmy się wsłuchani w ciekawostki historycznodziejowe każdej postaci upamiętnionej w rzeźbach.
Dziś zrozumiałam, dlaczego Król wysłuchał trzech mszy świętych przed ruszeniem do boju, w konsekwencji czego umordował przeciwnika w jego ciężkich zbrojach w upale lipcowego słońca na grunwaldzkich polach w 1410 roku. I tu zagadka dla czytelnika: dlaczego?
Po nabyciu wejściowych biletów, po złotówce dla mieszkańców naszej gminy, na dziedzińcu zamkowym, zostaliśmy poinformowani, jak to było z budową i rozbudową chęcińskiego zamku warownego, gdzie znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, a gdzie i kiedy potrzeba wymusiła organizowanie przestrzeni gospodarskiej, jak to było z pozyskiwaniem niezbędnej wody na takim wzgórzu, słowem całe dzieje tego słynnego zabytku na przestrzeni lat.
Żal było się rozstać, ale czas zwykle jest nie ubłagany i co się zaczęło, skończyć się musi. Przyszły więc serdeczne pożegnania i podziękowania, którym nie było końca.
Zbiegłam, jak na skrzydłach, po schodkach od najbardziej stromej strony wzgórza zamkowego, gdzie na dole czekali na mnie moi goście, którym obiecałam pokazanie znajdującej się jeszcze w Niemczówce malarskiej Wystawy pleneru holenderskiego pędzla Romana Korneckiego.
Z dumą po raz kolejny oglądałam i podziwiałam umiejętność przedstawiania w obrazie pleneru z obfitością wody, w której jak w lustrze, odbijały się elementy nadwodnego krajobrazu. Miałam wrażenie, że patrzę na fotografie...
Elżbieta Dudek-Nicewiczówna


