Outsider czyli kim był Papież z zewnątrz

 Następny czyli drugi z cyklu wykładów o Janie Pawle II . Wykład przesłał nam ks. dr Rafał Dudała.

 Ostateczna przejrzystość i światło.

Przejrzystość dziejów –

Przejrzystość sumień –

Potrzeba, aby w czasie konklawe Michał Anioł uświadomił ludziom –

Nie zapominajcie: Omnia nuda et perta sunt ante oculos Eius.

Ty, który wszystko przenikasz – wskaż! On wskaże…”

    

Z pewnością można stwierdzić, iż powyższy fragment Tryptyku rzymskiego to owoc dojrzewania jego Autora, dojrzewania długiego, bo ponad osiemdziesięcioletniego, z których to lat – wówczas – dwadzieścia cztery spędził na Stolicy Biskupa Rzymu. I oto 16 października 1978 r. Ten, przed którego oczami „wszystko jest odkryte i odsłonięte”, wskazał człowieka, któremu powierzył troskę o dziedzictwo kluczy. Do tego dnia, On, pierwszy Widzący, przygotowywał swego sługę przez pięćdziesiąt osiem lat. Bo chcieć coś zrozumieć z doniosłości pontyfikatu Jana Pawła II, to musieć wiązać go z życiem Karola Wojtyły.

 

  

   

                             W domu rodzinnym Karola Wojtyły

Powtórzyć za Tadem Szulcem, iż „przodkowie Karola Wojtyły wywodzili się z kmieci, dumnych, niezależnych rolników i górali południowo-wschodniej Galicji, mówiących melodyjną, archaiczną gwarą i pieczołowicie pielęgnujących stare obyczaje”, to dalece za mało, by w pełni uchwycić tajemnicę początku człowieka. I choć ksiądz-dramaturg pisał, iż „pomiędzy samą postacią a próbą jej przeniknięcia przebiega pasmo dla historii niedostępne”. Trzeba jednak tej historii stale się przyglądać, wszak ona jest nauczycielką życia każdego z nas, także papieża. Aktor, robotnik, sportowiec, jak również, a może przede wszystkim, teolog, filozof, poeta. Bardzo silnie ukształtowany przez tomizm i fenomenologię (rozprawa habilitacyjna nosiła tytuł Próba opracowania etyki chrześcijańskiej według systemu Maxa Schelera), pozostający pod ciągłym wrażeniem dzieł św. Jana od Krzyża (napisał doktorat pt. Zagadnienia wiary u świętego Jana od Krzyża), ceniący współczesną teologię, naznaczony tradycją polskiego romantyzmu i twórczością „wielkich” tej epoki – Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Cypriana Kamila Norwida. Wszystko to, w połączeniu z wydarzeniami mrocznych lat reżimów hitlerowskiego i komunistycznego, odcisnęło piętno na osobie i nauczaniu Papieża z Polski.

  

Wszystko jakby przybiera znamię logicznego porządku, choć żadną miarą nie jest to logika tego świata: przypomnijmy, w przeszłości Polska dwa razy miała okazję stać się ojczyzną rzymskiego papieża: w latach ogromnego zamętu w Kościele, gdy do tiary papieskiej prawa rościło sobie trzech rywali, w 1417 r. pojawił się uzdolniony rozjemca, abp Mikołaj Trąba z Gniezna; drugi raz w roku 1565, gdy w latach walki z reformacją kandydatem na tron papieski został kardynał Stanisław Hozjusz z Warmii, przewodniczący ostatniej sesji Soboru Trydenckiego. Po czterystu latach możliwość ta otworzyła się przed kolejnym Polakiem… Na sto trzydzieści lat przed październikowym habemus papam, Juliusz Słowacki już widział, jak „pośród niesnasków Pan Bóg uderza w ogromny dzwon, dla słowiańskiego oto papieża otwarty tron”. A rok jego narodzin to rok „Cudu nad Wisłą”, to rok zaślubin z morzem oraz uchwalenia ustawy o polskim obywatelstwie. Przypomniał o swej polskości zaraz na lotnisku, gdy przybył z pierwszą pielgrzymką do Ojczyzny: „Pozdrawiam was w imię Chrystusa, tak jak nauczyłem się pozdrawiać ludzi tutaj, w Polsce, w tej mojej ziemi ojczystej, w której stale tkwię głęboko wrośnięty korzeniami mojego życia, mojego serca, mojego powołania”. A powołanie rozwijało się w tyglu dwóch systemów totalitarnych, które Papież poznał niejako od wewnątrz. Pisał: „Łatwo więc zrozumieć moją wrażliwość na kwestię poszanowania godności każdej osoby ludzkiej i jej praw, a zwłaszcza prawa do życia. (…) Łatwo zrozumieć także moje zatroskanie o rodzinę oraz o młodzież. Wszystko to wyrasta z tamtych właśnie dramatycznych doświadczeń”.

I jeszcze celna a prorocza opinia André Frossarda, dostrzegającego już na półmetku pontyfikatu, iż osłabieni myśliciele, którzy znajdują siłę jedynie po to, aby Papieża krytykować, mówią o nim: „To jest Polak”. Znaczy to, w ich mniemaniu, że potrafi on jedynie opóźniać się wobec biegu wydarzeń nawet wtedy, gdy je wyprzedza.

I pomyśleć, iż tak niewiele brakło, by do tego wszystkiego w ogóle nie doszło… Był rok 1927, wszyscy dyskutowali o wyczynie, jakiego dokonał amerykański lotnik Harry Lindbergh, gdy jako pierwszy człowiek samotnie przeleciał Atlantyk. Mówiono o tym niemal wszędzie, nie inaczej było też w Wadowicach. Były akurat siódme urodziny Karola, gdy ktoś go zapytał, kim chciałby zostać, gdy dorośnie. Ten bez najmniejszego wahania odpowiedział: – Będę lotnikiem! – A czemu nie księdzem? – zdziwiła się jedna z sąsiadek. – Bo Polak może zostać drugim Lindberghiem, ale nie może zostać papieżem! – odpowiedział rezolutny chłopak. A więc i przyszły Papież mógł się pomylić. I Bogu niech będą dzięki!

Nie lękajcie się. Rozmowy z Janem Pawłem II [André Frossard]. Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich. Wstańcie, chodźmy!

  

                                                                            W Wadowicach